Łukasz Anczyk o piłce, dla was i dla siebie. Bo futbol to moja pasja.
Kategorie: Wszystkie | Europa | Futból | Kadra | Liga | Post scriptum | Premiership | Reszta
RSS
czwartek, 19 listopada 2009

Błazen

Nic i nikt nie poprawia mi ostatnio humoru, jak Jerzy Engel. Z niecierpliwością czekałem na kolejny wpis na jego stronie, wszak byłem pewny, że będzie dużo o reprezentacji, szczególnie tej U-23. Jerzy nie zawiódł i, w typowym dla siebie i PRL’owskiej kroniki filmowej, propagandowym stylu, znalazł kolejny argument za utrzymywaniem przez PZPN kadry Majewskiego (choć tu już naprawdę nie o Stefana chodzi). Wódz przemówił (zachowałem oryginalną pisownię):

Słyszę krytykę reprezentacji U-23 i zastanawiam się komu ona przeszkadza.

Choćby mnie. Pieniądze wydawane na bezcelowe utrzymywanie zespołu dla tej grupy wiekowej można by było śmiało wydać w bardziej pożyteczny sposób.

Radosław Majewski grał w niej niedawno przeciwko reprezentacji Portugali, zagrał bardzo dobrze i dzisiaj wychodzi już w reprezentacji Narodowej.

Majewski od trzech lat jest blisko kadry. Smuda powołałby go drużyny, nawet bez gry w U-23.

Mnie podobał się w meczu przeciwko Anglikom Dawid Janczyk, który pewnie też znajdzie się w kręgu piłkarzy którzy utworzą ranking przed Euro 2012. Gdyby nie ten mecz w Grodzisku, nikt nie mógłby ocenić jego aktualnej formy.

Masakra. Zarówno jeden, jak i drugi przykład dowodzą, że Engel dla obrony swoich argumentów jest skłonny nawet udawać idiotę. Wystarczyłoby pojechać do Belgii, aby przekonać się w jakiej formie jest Jańczyk. To raz. Po drugie wyciąganie wniosków o jego przydatności do gry w zespole narodowym, po potyczce z piątoligowymi amatorami, to również jakieś nieporozumienie. Nawet dziesięciolatek grający w Football Managera miałby Jańczyka w kręgu zainteresowań.

I właśnie możliwość wyróżnienia się w tej reprezentacji, kiedy nie jest się powołanym do reprezentacji Narodowej, daje pojedynczym piłkarzom możliwość pokazanie się selekcjonerowi.


No tak, teraz wszystko jasne.

A że Anglicy byli lepsi od naszych piłkarzy to nic nowego.

Tu mnie zatkało. Brak słów po prostu.

Ani u nas ani u nich nie grali najlepsi piłkarze ale dwóch graczy Darius Charles i Chris Holoroyd w naszej Ekstraklasie z pewnością byliby gwiazdami.

Wreszcie jakieś realne spojrzenie na rzeczywistość! Nawet Engel w końcu przyznał, że w polskiej lidze byle kopacz może zostać gwiazdą. Brawo panie Jerzy. Zdecydowanie czekam na więcej.

PS. Najbardziej zabawne jest to, że wpis Engela, zatytułwany "To idzie młodość", okrasza zdjęcie prawie 33-letniego Kamila Kosowskiego :-)

Artykuł

Łukasz Anczyk

Futból to stały cykl artykułów o tym wszystkim, co mnie w rodzimej skopanej wkurza, mierzi, razi i śmieszy. Będę z tego bezczelnie szydził i komentował w sposób wyłącznie ironiczny. Bo polska piłka boli. I to mocno.

Nie często zdarza mi się pisać na emocjach, ale szlag mnie trafia jak po raz kolejny oglądam, w jaki sposób Francuzi awansowali, kosztem Irlandii, na mistrzostwa. Pomijam fakt ich popisów w grupie. Francuzi grali tam jeszcze gorzej, niż na ostatnim Euro. Doczłapali się do baraży, w których potrzeba było perfidnego oszustwa, aby wyrzucić Irlandczyków za burtę.

Henry, aby podać piłkę do Gallasa, dwukrotnie, w ciągu ułamka sekundy, podbił piłkę ręką przed końcową linią boiska. Nie mieści mi się to w głowie, bo do wczoraj miałem go za prawdziwego boiskowego gentelmana. Człowiek, który osiągnął już w piłce wszystko, zniżył się do poziomu podwórkowego kopacza. Jeszcze większe oburzenie mnie ogarnia, kiedy czytam w jaki sposób usprawiedliwia swoje, w pełni świadome, postępowanie.

Piłka uderzyła w moje ramię, poczułem to. Oczywiście, że powinien zostać odgwizdany rzut wolny, ale przecież nie ja jestem sędzią. Wszystkie pytania o tą sytuację powinny być kierowane do niego. Gwizdek sędziego milczał, więc grałem dalej. Nic nie stłumi mojej radości z awansu.

Czysta bezczelność, szczególnie jeśli się ogląda powtórki.

Na koniec kolejny raz stawiam pytanie – co w dalszym ciągu stoi na przeszkodzie we wprowadzeniu podglądu video? Pisałem już o tym i ciągle nie rozumiem, dlaczego piłkarskie władze nie chcą wdrożyć czegoś, czego używa się praktycznie we wszystkich grach zespołowych? Kto jednak wtedy wyciągnąłby takich Francuzów za uszy na mundial?

środa, 18 listopada 2009

Najbardziej wstydliwy rok w historii polskiego futbolu dobiega końca. Do wczoraj myślałem, że najgorsze za nami, bo do rozegrania zostały przecież tylko mecze seniorów z Kanadą i juniorów (tutaj następuje wątły śmieszek autora, bo ci kolesie mają do lat 23) z amatorami z Anglii. We wcześniejszym wpisie nakreśliłem już sylwetki „Synów Albionu”, którzy zawitali nad Wisłę. Poza jednym wyjątkiem, wszyscy oni trudnią się na co dzień inną pracą, niż kopanie piłki. Tylko Scott Gardner gra w czwartej lidze. W Anglii to jeszcze pułap zawodowy. Reszta reprezentuje kluby 5, 6, a nawet 7 ligi, co jest odpowiednikiem naszej okręgówki i A-klasy.

To dość niecodzienne, ale przed meczem sam Dawid Jańczyk był więcej wart niż cała reprezentacja Anglii. Pojawiła się więc szansa na utarcie nosa pompatycznym „angolom”, wszak to nie nasza wina, że przysłali do Polski piekarzy i budowlańców. Podopieczni Majewskiego, którzy, co podkreśla na każdym kroku Jerzy Engel, są bezpośrednim zapleczem zespołu narodowego, przegrali jednak 1-2. Niedawny, tymczasowy, selekcjoner tłumaczy porażkę faktem, że… Anglicy bardzo chcieli wygrać (autentyczny cytat). Po raz kolejny więc widać, że utworzenie zespołu U23 jest kompletnym nieporozumieniem. Piłkarze, którzy wczoraj wyszli na boisko nie potrafili wydobyć z siebie choćby krzty ambicji, która pozwoliłaby im pokonać Anglików. Co jak co, ale nawet biorąc pod uwagę żenujący ostatnio poziom naszej Ekstraklasy, Ćwieląg i spółka posiadają raczej większe umiejętności, niż amatorzy z Football Conference.

Zastanawiam się, w jaki sposób Smuda będzie mógł dobrze przygotować zespół do Euro 2012. Wszyscy zgodnie twierdzą, że aby tego dokonać, trzeba sparować z najlepszymi na świecie. Po wczorajszym wyniku wątpię, aby Anglicy chcieli przysłać do Polski jeszcze jakikolwiek zespół. No chyba, że mają reprezentację szkółek niedzielnych. Ci jeszcze z nami nie wygrali. Cyrk był już podczas kontraktowania przeciwnika na dzisiejsze spotkanie pierwszej reprezentacji. Odmawiali wszyscy, nawet Węgrzy i Turcy. Zgodzili się egzotyczni Kanadyjczycy, co nie jest wcale takim sukcesem. W razie zwycięstwa, mogą przecież wbić naszą, i tak beznadziejnie niską, reputację w rejony bliskie dna.

Łukasz Anczyk

09:44, snooboy , Kadra
Link Komentarze (2) »
środa, 04 listopada 2009

Od momentu powstania kadry do lat 23, nie milkną dyskusje o sensie jej istnienia. PZPN, najczęściej w osobie Jerzego Engela, broni pomysłu, który notabene przez ogół, nie bezpodstawnie moim zdaniem, jest uważany za twór stworzony dla zapewnienia posady Stefanowi Majewskiemu. Tak oto Engel wyjaśnia powody, dla których, już nie młodzieżowa, ale jeszcze nie seniorska kadra, rozgrywa swoje spotkania.

Piłkarze, którzy są wybijającymi się w lidze, a nie mieszczą się już w zespołach juniorskich, nie mają szansy na częste konfrontacje międzynarodowe. Niewielu z nich gra w czołowych klubach Ekstraklasy, przez co nie mają szans na kontakt z futbolem na poziomie międzynarodowym. Natychmiastowy przeskok do pierwszej reprezentacji może być dla takiego zawodnika trudnością nie do pokonania, stąd  powołaliśmy kadrę, w której tacy piłkarze mogą się ogrywać w rywalizacji na poziomie europejskim. W polskiej lidze nie mają takiej szansy.

Engel zapomniał dodać, że oprócz Polski zaledwie dwie reprezentacje w Europie posiadają zespoły U-23. Pozostałe federacje traktują turnieje pokroju U23 International Challenge Trophy jako rozgrywki amatorów. W dodatku biorąc pod uwagę poziom sportowy naszej ligi, jakie istnieje prawdopodobieństwo, że Jakub Tosik, Krzysztof Janus czy Mariusz Pawelec, nie potrafiący do tej pory przebić się chociaż w zespołach juniorskich, nagle pod wpływem gry z rówieśnikami z Anglii, staną się pełną gębą reprezentantami Polski? Tym bardziej, że na wspomniany mecz z naszych orłów z "Wyspiarzami", Paul Fairclough powołał następujących zawodników:

Dale Roberts (Rushden & Diamonds FC), Jonathan Hedge (FC Halifax Town), Kyle McFadzean (Alfreton Town FC), Jake Howells (Luton Town FC), Scott Laird (Stevenage Borough FC), Shaun Densmore (Altrincham FC), Josh Simpson (Histon FC), Michael Bostwick (Stevenage Borough FC), Rossi Jarvis (Luton Town FC), Kyle Nix (Mansfield Town FC), Scott Garner (Mansfield Town FC), Lee Tomlin (Rushden & Diamonds FC), Nick Wright (Tamworth FC), Chris Holroyd (Cambridge United FC), Matt Green (Oxford United FC), Richard Brodie (York City FC).

Tylko Scott Garner jest przedstawicielem w klubu o statusie zawodowym. Jego Mansfield Town FC występuje w League Two, która jest odpowiednikiem 4 ligi polskiej. Pozostali piłkarze występują albo w rozgrywkach National Conference (5 liga), Conference North (regionalne rozgrywki wchodzące w skład Football Conference, odpowiednik 6 ligi polskiej) czy nawet Northern Premier League (7 liga, odpowiednik polskiej A-klasy). Prawdziwie międzynarodowy skład. Nic tylko grać i nabierać doświadczenia.

Na całym świecie od lat obniża się wiek juniorski u piłkarzy. U nas odwrotnie. Status juniora polscy zawodnicy posiadają do lat 24! Tyle ma właśnie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk ma szczęście, że nie wychowywał się w Polsce. Najlepszy piłkarz globu, który osiągnął już w klubowej piłce wszystko, nad Wisłą kopał by się zapewne, pod okiem Stefana Majewskiego, z budowniczymi, piekarzami czy księgowymi, reprezentującymi, po godzinach pracy, barwy Histon lub Stevenage Borough.

Łukasz Anczyk

21:43, snooboy , Kadra
Link Komentarze (4) »
środa, 21 października 2009

Rafa Benitez

Już dawno nad klubem z Anfield nie zebrało się tyle czarnych chmur. Liverpool przegrał w tym sezonie w lidze już 4 spotkania. To o dwa więcej niż w poprzednich rozgrywkach. Do tego dochodzą niepowodzenia w Lidze Mistrzów. Czary goryczy dopełniła wczorajsza porażka 1-2 z Lyonem na własnym stadionie.

Manager "The Reds", Rafa Benitez, tradycyjnie znalazł wytłumaczenie dla fatalnej postawy zespołu. Na wczorajszej, pomeczowej konferencji, Hiszpan wyjaśniał, że forma jego podopiecznych wynika wyłącznie z kontuzji w zespole.

Nie pamiętam, aby kiedykolwiek zdarzyła mi się taka sytuacja w drużynie, jaką mam obecnie. Nie mogłem skorzystać z Fernando Torresa, Glena Johnsona i Alberta Riery. Steven Gerrard zagrał zaledwie 25 minut. Nie mam pojęcia, jaki skład wystawię na niedzielne spotkanie z Manchesterem United – zakończył popularny Rafa.

Bez względu na to, co mówi Benitez, nie można złej postawy "The Reds" wytłumaczyć tylko kontuzjami. Liverpool zawodzi od początku sezonu. Porażka w pierwszej kolejce Premiership z Tottenhamem była dowodem na to, że w zespole nie wszystko funkcjonuje prawidłowo. Hiszpan przegrywał już spotkania, w których miał do dyspozycji pełny skład, tak więc problem na pewno leży nie tylko po stronie braków kadrowych.

Liverpool ostatni raz doznał czterech porażek z rzędu w 1987 roku. W niedziele czeka "The Reds" kolejny ciężki sprawdzian, bo na Anfield pojawią się podopieczni Alexa Fergusona. Mistrz Anglii na pewno będzie chciał wykorzystać tak doskonałą okazję do pokonania rywala. Piłkarze Manchesteru United zapewne mają jeszcze w pamięci dwa dotkliwe ciosy, jakie zadali im zawodnicy Beniteza w zeszłym sezonie. Nie ma chyba lepszej sposobności do rewanżu, aniżeli fatalna forma Liverpoolu.

"The Reds" już dawno nie byli tak blisko mistrzostwa Anglii, jak rok temu. Obecny sezon miał być kontynuacja poprzedniego, tym czasem drużyna gra źle, a Benitezowi powoli kończą się argumenty, dla których miałby nadal prowadzić Liverpool. Hiszpan tłumaczy się, że nie może dysponować takimi pieniędzmi na wzmocnienia, jakie mają choćby Chelsea czy Manchester United. Liczby potwierdzają jednak, że Benitez mija się z prawdą, co wytknął mu ostatnio współwłaściciel klubu, George Gillet. Amerykanin twierdzi, że od 2004 roku Hiszpan otrzymał porównywalne sumy na wzmocnienia, jednak wydał je o wiele gorzej, niż jego konkurenci. Gonzalez, Keane, Babel, Dossena, Pennant, Morientes czy Arbeloa to doskonałe przykłady transferowych pomyłek Hiszpana.

Fakt, że Gillet krytykuje publicznie Beniteza oznacza, iż manager Liverpoolu traci powoli zaufanie u swoich pracodawców. Jeśli drużyna nie poprawi stylu i to na stałe, żadne wytłumaczenia nie uratują popularnego „Rafy” od utraty posady.

Łukasz Anczyk

czwartek, 15 października 2009



Najdłuższe i najbardziej szubrawe eliminacje na szczęście już za nami. Powyżej fragment odcinka "Za chwilę dalszy ciąg programu", który powstał równo 16 lat temu. Warto obejrzeć, bo historia jest, niestety, nadal aktualna, a zdanie kończące skecz – bezcenne.

Łukasz Anczyk

13:03, snooboy , Kadra
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22