|
Blog > Komentarze do wpisu
Kiedy Dawid wygrywa z GoliatemNie wiem z jakiego powodu, ale dość często, gdy oglądam spotkania, w których przypada mi rola postronnego kibica, po kilkudziesięciu minutach budzi się we mnie sympatia do przeciwnika teoretycznie słabszego. Takie uczucie, zrodzone przecież spontanicznie, potrafi później przetrwać miesiącami, a nawet latami. Dzięki temu sympatyzuję w swoim życiu z różnego rodzaju klubami, których wspólnym mianownikiem jest ich, delikatnie mówiąc, niezbyt wysoki poziom sportowy. Nie jestem ich kibicem, nie śledzę ich losów, transferów, wyników. Gdy jednak słyszę, że osiągnęły, w swojej lokalnej skali, jakiś niecodzienny i długo oczekiwany sukces, czuję satysfakcję. niedziela, 07 lutego 2010, snooboy
TrackBack
Komentarze
2010/02/07 15:20:03
dzięki wielkie za ciepłe słowa. jak najbardziej zapraszam do częstszego odwiedzania ;)
co do psychologii, na pewno zgłębię zjawisko bardziej. moje wątpliwości wynikały z tego, że ja raczej zauważyłem odwrotne reakcje społeczne od moich, czyli sympatie do silniejszych. może w tłumie, gdzie to zazwyczaj obserwowałem, trudniej o wyrażanie opinii, a łatwiej o dostosowanie do ogółu. stąd mogę się mylić. w dużej mierze jest to zapewne kwestia naszych cech wewnętrznych. 2010/02/07 16:10:24
z tego co sie orientuje, to taki mechanizm dziala o ile wczesniej nie zwiazalismy jakimis uczuciami zespolow, ktorych rywalizacje ogladamy, czyli kiedy w momencie rozpoczynania, w tym wypadku, ogladania meczu mamy neutralny stosunek do obu zespolow. potem dowiadujemy sie (lub wczesniej wiedzielismy, ale teraz dobitniej slyszymy to z ust komennatorow), ktora strona ma wieksze szanse na wygrana, jest lepsza itd. generalnie wtedy myslimy cos w stylu" ahh zeby tak Angola utarla nosa temu Egiptowi" :]
Pozdrawiam! 2010/02/07 16:11:01
zachecam do lektury wywiadu na moim blogu i zapraszam do komentowania :) kopnij.blox.pl/2010/02/8222Nasi-pilkarze-nie-czuja-swojego-ciala8221.html
2010/02/08 09:42:42
Jako kibic wiadomego klubu mogę rzucić nieco światła na mecz Hull z City(poza odesłaniem do mojego bloga). Manchester zagrał po prostu słabo, w dużej mierze oddał inicjatywę gospodarzom, źle wyprowadzał piłkę z własnej połowy i kiepsko bronił(szybie dwie kartki dla Toure i Boyaty tylko to potwierdzają), fatalnie grał Barry, reszta też bez wyrazu, brakuje nam klasowych bocznych obrońców(Richards kontuzjowany, a Bridge czy Garrido nie są najlepsi).
Za to Hull bez kompleksów, może nie są najlepsi technicznie, ale zagrali z z sercem i słusznie wygrali. 2010/02/08 14:08:59
@angamoss
no właśnie to mnie najbardziej cieszy, że w piłce takich wartości pieniędzmi kupić nie można. gratuluję obiektywizmu i pozdrawiam. 2010/02/08 15:03:25
Tu już nawet nie chodzi o pieniądze - City ma przedziwną manierę od jakiegoś czasu i zamiast brać od gospodarzy, co się należy, rozdają punkty na lewo i prawo.
Z innej strony Hull ma talent do wykradania punktów bogatym, Chelsea przecież tylko zremisowała na KC Stadium. Oglądałem ten mecz i moja sympatia była naturalnie po stronie 'słabszego'. No i mnie pokarali :P A co do pieniędzy, to spójrz na wspomniany team Ancelottiego. Od wejścia Abramowicza minęło już 7(!) lat i Chelsea 'da się lubić', jej kibiców nie wyzywać od sezonowców, a ruchy na rynku transferowym określać mianem 'pazernych'. City za kilka lat spotka to samo.. ale to temat na inną rozmowę :) 2010/02/08 15:27:44
zgadzam się. dobrze, że masz świadomość, że to nie nastąpi szybko :-) w innym przypadku przestałbym chyba już sympatyzować z futbolem ;)
|
|
Co do pierwszego zdania - chyba nauki psychologiczne wyjasnily w jakis sposob to zjawisko, jednoczesniej przypisujac ta sklonnosc do znakomitej wiekszosci ludzi (nie tylko jezeli chodzi o sport)